Jaga Adama Słodowego istnieje i ma się dobrze!

„Jaga” Adama Słodowego

Nie samym Mikrusem człowiek żyje. Wśród zabytków przeszłości, szczególnie fascynują mnie samochody amatorskie z lat powojennych., których niewiele przetrwało do dzisiaj. Jako pojazdy budowane jednostkowo, najczęściej z licznymi uproszczeniami, były pozbawione realnej wartości i zazwyczaj szybko lądowały na złomie, nie dostając szansy na drugie życie. Dlatego pozostały tylko na fotografiach w archiwalnych czasopismach.

W 2004 roku na filmiku pt. „Fury po horyzont” rozpoznałem samochód, zbudowany w latach 50. przez Adama Słodowego. Wehikuł, nazwany przez konstruktora „Jagą” jest pokazany przez kilka sekund od 2:26. Stoi wśród innych wraków, jeszcze w miarę kompletny, chociaż widać, że poszczególne elementy nadwozia odpadły od szkieletu konstrukcji. Niestety nie było wówczas szans na zdobycie z tego składowiska czegokolwiek w sposób legalny. Co jakiś czas podejmowałem temat, żeby się poddać, kiedy traciłem punkt zaczepienia. Poznałem z różnych źródeł życiorys twórcy kolekcji, a właściwie nie tyle życiorys, co dość mroczną kompilację urywków relacji, niedopowiedzeń i domysłów. Dowiedziałem się gdzie dokładnie jest ten skład, otoczony wtedy tajemnicą, bo sytuacja była zupełnie inna niż dzisiaj, kiedy każdy miłośnik zardzewiałego żelaza doskonale zna to miejsce (które zresztą już nie funkcjonuje jako złomowisko pojazdów).

Kiedy po wielu latach status tzw. kolekcji zmienił się na tyle, że można było myśleć o pozyskaniu auta, Jaga stanowiła już tylko strzęp wraku. Rozszabrowana, wrośnięta w ziemię, częściowo spalona i przede wszystkim totalnie skorodowana – tak wyglądała, kiedy podnosiliśmy ją na lewarach, chcąc zamontować koła. Wyciąganie tego destruktu, który kiedyś był samochodem, trwało pół dnia, a w tym czasie – złomowisko było już popularne w internecie – przez działkę przewinęło się wielu ciekawskich, którzy przyszli penetrować teren. Wśród nich była grupa złodziei (wyrzuciliśmy ich za bramę), dwóch gejów, wycieczka szkolnych małolatów i młoda para z Warszawy z dwójką fotografów. Zwykła sobota i takie pielgrzymki. Właściciel przyjaźnie zagadywał wszystkich, oprócz złodziei oczywiście.

Późnym wieczorem Jaga stanęła u mnie w nowym garażu i od razu zacząłem myśleć o jej rekonstrukcji – jeśli będzie do czego spawać nowe blachy, co wydaje się dyskusyjne, patrząc na stan wraku. Dotarłem, przez znajomości, do pana Adama Słodowego, który ogromnie się ucieszył na wiadomość, że jego auto jeszcze istnieje. Obdarował mnie kilkoma archiwalnymi zdjęciami, które udało mu się odnaleźć, a także swoimi książkami – każda z imienną dedykacją. Fantastyczny prezent od mojego idola z lat dziecinnych, kiedy z zapartym tchem oglądałem kolejne odcinki programu „Zrób to sam”.

Temat Jagi nie jest jeszcze zakończony. Auto stoi zakonserwowane, chociaż obserwuję, że „ruda” jednak powoli postępuje i nie ma innego wyjścia jak odtworzenie pojazdu, zanim całkiem zniknie. Zbieram części do Skody Tudor, na bazie której powstała Jaga i zamierzam rozpocząć rekonstrukcję, kiedy tylko będę pewien, że jestem w stanie doprowadzić ją do końca.

Mieczysław Płocica

(autorem zdjęć jest Tomasz Kudasik)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *